Defensywa jednych wyglądała jak świeżo wybudowany, betonowy, twardy mur. Drugich jak podziurawione quasiogrodzenie, uformowane z lichej jakości materiałów – i te pokaźnych rozmiarów luki były decydujące w konfrontacji, którą PKO Ekstraklasa zafundowała nam minionego, niezwykle zimnego, sobotniego wieczoru.
Lechia Gdańsk z dużo lepszą defensywą, choć z perspektywy początku sezonu, trudno w to uwierzyć
Choć być może niełatwo w to uwierzyć, ten szczelny mur w defensywie jest dziełem Lechii Gdańsk, której obrona wyglądała o kilka klas lepiej niż defensywa „Kolejorza”.
Ani jedni, ani drudzy na początkowym etapie sezonu nie słynęli z solidnej defensywy. Przekleństwo zarówno Lecha, jak i Lechii. Liczba goli, która wpadła w pierwszym bezpośrednim starciu między tymi zespołami potwierdziła to. Niemniej, większym zaufaniem należało darzyć obronę „Kolejorza”. Gdańszczanie od startu kampanii tracili kolejno: 2, 4, 2, 3 i 6 goli. A tą szóstkę walnęło im Zagłębie Lubin. Jeszcze bez Leonardo Rochy. Dyachuk, Zhelizko, Jaunzems, Vojtko. Tak wówczas wyglądała linia obrony.
Jeżeli jednak mielibyśmy porównać postęp obu drużyn, większą robotę wykonał John Carver. Lechia Gdańsk gra lepiej. Camillo Mena i Tomas Bobcek wsparci uzdolnionym technicznie Rifetem Kapiciem są siłą nie do zatrzymania. Defensywa zyskała Mateja Rodina. Nie jest to gracz wybitny, ale na pewno utrzymujący solidny, stabilny poziom. Sprawił, że obrona „Biało-Zielonych” pozwala na wygrywanie meczów.
Lechia Gdańsk wytrzymała trudną końcówkę pierwszej połowy
W meczu Lech Poznań – Lechia Gdańsk mieliśmy do czynienia z dwoma newralgicznymi momentami dla obrony gości. Pierwszy, końcówka pierwszej połowy. Solidne oblężenie przy stanie 1:1. Potencjalny gol do szatni może nie tyle działa na wyobraźnie, co implementuje duże pokłady pewności siebie. Rywale otrzymują bolesny cios, mogą być nieco rozbici mentalnie. Podopieczni Johna Carvera wykonali doskonałą robotę, by temu zapobiec. Choć bramka Aliego Gholizadeha na remis napędziła gospodarzy, byli odważniejsi, podnieśli tempo – nie byli w stanie zagrozić bramce Alexa Paulsena.
Bujar Pllana najlepszy mecz w Lechii. #BetonowyTwitter
— Tomek Hatta (@Fyordung) January 31, 2026
Pablo Rodriguez w 37 minucie bawi się dryblingiem na lewej flance, oddaje strzał, zablokowany. Trzy minuty później – strzela Ali Gholizadeh. Znowu, nieskutecznie, te same cyferki pozostają na tablicy świetlnej. Tu złe dośrodkowania Michała Gurgula, tam niecelne wrzutki Joela Pereiry czy Leo Bengtssona. Ofensywni gracze Lecha byli dobrze kryci. Gdańszczanie mogli odetchnąć z ulgą, opuścić boisko na przerwę przy stanie 1:1.
By znowu wykorzystać dekoncentracje w defensywie Lecha Poznań, który podobnie jak w pierwszą – źle wszedł i w druga połowę. Tym razem niefrasobliwie ustawił się Antonio Milić, dołożył nogę do – mimo wszystko – dość przeciętnego zagrania z prawej strony boiska. Bartosz Mrozek, co można mu wybaczyć, nie spodziewał się takiego obrotu spraw, nie miał czasu na to, by zapobiec tragedii.
Walemark, Palma, Ishak i Gholizadeh niestraszni defensywie Lechii
Drugi newralgiczny moment dla defensywy Lechii Gdańsk – Niels Frederiksen dokonuje zmian. W formacji ofensywnej, na ataku pozostają Mikael Ishak, Luis Palma, Ali Gholizadeh, Patrik Walemark i najsłabszy element tej układanki, czyli Pablo Rodriguez. Wymieniają się pozycjami, grają piękny, ofensywny futbol. Piłka idzie jak po sznurku. Ale gola strzelić nie idzie. Bo gdy pojawia się chęć zagrania do Mikaela Ishaka – Szwed znajduje się pod najwyższych standardów opieką obrony Lechii Gdańsk. Gdy ofensywni gracze „Dumy Wielkopolski” chcą strzelić – zawsze na posterunku był któryś z obrońców Lechii Gdańsk fenomenalnie blokując strzał. Czasem myli się Pablo Rodriguez, od czasu do czasu „przedobrzył” Luis Palma. „Kolejorz” wygenerował xG na poziomie 2,72.
Jeszcze jedno, bo należy się. Lechia miała dziś plan, była skoncentrowana maksymalnie od pierwszej piłki w obu połowach, grała zespołowo, odpowiedzialnie, mądrze i po prostu ostro zasuwała. Po prostu👏👏👏 #LPOLGD 1:3
— Rafał Wolski (@rwolski75) January 31, 2026
Defensywa Lechii Gdańsk w liczbach
Matej Rodin – osiem wybić, pięć zablokowanych strzałów, dwa odbiory. Bujan Pllana zanotował dziewięć wybić, pięć zablokowanych strzałów i pięć odbiorów. Matus Vojtko, kolejno w tych trzech statystykach zanotował następujące liczby: 5, 4, 5. Aktywny był także Mateusz Wójtowicz. Po raz kolejny olbrzymią jakość pokazuje Ivan Zhelizko. Gracz bardzo niedoceniany, choć wynika to poniekąd z jego pozycji na boisku. Wykonał jednak ogrom pracy. 72% celnych podań, 3/3 udane wślizgi, 5/6 wygranych pojedynków.
To był zdecydowanie nasz najlepszy mecz w defensywie podczas tego sezonu, na 100%. Zarówno z piłką, jak i bez niej. Determinacja z jaką dzisiaj broniliśmy i to z jaką intensywnością i tempem atakowaliśmy zespół Lecha to pokazuje. Nadal uważam, że możemy się poprawić – nie kryje dumy trener John Carver
Obrona Lecha Poznań znów fatalna
Z kolei obrona Lecha Poznań – nieporozumienie. Kuriozalny samobój Antonio Milicia. Bramka na 3:1 dla gości – efekt złego zagrania Mateusza Skrzypczaka. Gol numer jeden to efekt rajdu Camillo Meny na stronie Michała Gurgula. Po tamtej stronie boiska problemy ze świetnym Kolumbijczykiem pojawiały się regularnie. Chwilę po golu na 1:0 wybito piłkę pod nogi Tomasza Wójtowicza, pozwolono mu na wejście w pole karne i oddanie strzału. Tak, Tomasz Wójtowicz ograł obronę mistrza Polski.
Za wcześnie na wnioski. Mońka jest jakościowym zawodnikiem, ale Skrzypczak i Milić byli bardzo mocni w okresie przygotowawczym, choć nie zaprezentowali się dziś na najwyższym poziomie – tak o defensywie Lecha wypowiedział się Niels Frederiksen
Lechia Gdańsk zespołem ułożonym
Lech nie był w stanie wyjść spod pressingu rywali. Tomas Bobcek znów był genialny. Środek pola Lechii wykonywał kawał świetnej roboty przy wyprowadzeniu kontrataków. Podopieczni Johna Carvera wyciągnęli wnioski – wreszcie obrona wygląda godnie. Do tej pory „Biało-Zielonym” udało się zanotować dwa czyste konta – przeciwko GKS-owi Katowice oraz w derbach z Arką Gdynia. Na dniach powinny pojawiać się kolejne. Bo skoro Walemarkowi, Palmie, Gholizadehowi i Ishakowi, gdy przebywali razem na boisku, nie udało się ustrzelić choć jednej bramki, trzeba przyznać: defensywa Lechii Gdańsk wykonała ogromny postęp, zagrała swój najlepszy mecz w sezonie i po prostu – na chwilę obecną, jest dobra.